-Mam Cię!-krzyknęła osoba za mną.
-El?Co ty robisz?- zapytałam przerażona.
-Powiem Wiktorowi gdzie byłaś jeśli..-zamyśliła
-El?Co ty robisz?- zapytałam przerażona.
-Powiem Wiktorowi gdzie byłaś jeśli..-zamyśliła
się.
-Powiedz co szukałaś i wtajemnicz mnie w
-Powiedz co szukałaś i wtajemnicz mnie w
to.-zarządała a po chwili dodała. -Widziałam co zrobiłaś.
-Co widziałaś?-zgrywałam głupią. Zamknęłam
-Co widziałaś?-zgrywałam głupią. Zamknęłam
drzwi i schowałam kluczyk.
-Widziałam jak podeszłaś tam i zleciał kluczyk i
-Widziałam jak podeszłaś tam i zleciał kluczyk i
ten naszyjnik. Wszystko!-powiedziała na jednym tchu.
-Nie powiem nikomu. Powiedz mi. Możesz
mi ufać nie jak tamtym pustym lalom. Bo Patricia
nie jest taka...No mądra.. Chodź opowiedz
mi.-uśmiechnęła się
i zaprowadziła do naszego pokoju.
Usiadłyśmy na dywanie i zaczęłyśmy.
-Umm jak to zacząć?-zamyśliłam się.
-Najlepiej od początku.-zaśmiała się.
-Umm.. Każdy wie że jestem tu niespodziewanie
Usiadłyśmy na dywanie i zaczęłyśmy.
-Umm jak to zacząć?-zamyśliłam się.
-Najlepiej od początku.-zaśmiała się.
-Umm.. Każdy wie że jestem tu niespodziewanie
gdyż kilka tygodni temu zmarła moja najlepsza przyjaciółka...-zatrzymałam się a po policzku spłynęła
łza.
-Oh.-wydusiła El.
-Nie wiadomo jak zginęła. Prawdopodobnie było
-Oh.-wydusiła El.
-Nie wiadomo jak zginęła. Prawdopodobnie było
to samobójstwo. Tak mi powiedzieli rodzice. Ale
nie wierzę im trochę. Po Jej śmierci zaczęła mi
się śnić starsza pani i.. i gada coś żebym jej
pomogła że uratuję swiat i ten wisior mi dała..
tak jakoś przez sen... tu słyszę dziwne głosy i
mam jakieś listy ale nie mogę ich otworzyć
nic.-płakałam w jej ramie. To takie.. dziwne
mówiąc o takich rzeczach.. Myślałam że mnie
wyśmieje czy coś.
-Wiesz sama widziałam Wiktora jak tam schodził i
wracał taki dziwny.-wspominała.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się przez łzy.
-Chodź spać kochanie.-uśmiechnęła się.-I siedzimy
-Chodź spać kochanie.-uśmiechnęła się.-I siedzimy
razem?-dodała.
-Branoc. Jasne!-zaśmiałam się i położyłam się
-Branoc. Jasne!-zaśmiałam się i położyłam się
spać.
-Candice skarbie!-zobaczyłam Liliane.
-Liliane?-zapytałam siedząc na krześle.
-Tak, skarbie.-uśmiechnęła się i przytuliła
-Liliane?-zapytałam siedząc na krześle.
-Tak, skarbie.-uśmiechnęła się i przytuliła
mnie.
-Czemu mnie zostawiłaś?-zapytałam a dziewczynie
-Czemu mnie zostawiłaś?-zapytałam a dziewczynie
zrzedła mina.
-Umm.. Nie mogę Ci tego teraz powiedzieć.-posmutniała.
-Czemu? Powiesz mi jedynie dlaczego słyszę
-Umm.. Nie mogę Ci tego teraz powiedzieć.-posmutniała.
-Czemu? Powiesz mi jedynie dlaczego słyszę
te głosy i ta starsza pani dała mi ten wisior?-zapytałam patrząc na smutną minę Lili.
-Słyszysz je bo jesteś wybraną. Ta pani Ci zawsze
-Słyszysz je bo jesteś wybraną. Ta pani Ci zawsze
pomoże słuchaj Jej a ten wisiorek.. trzymaj go zawsze ze sobą... Ja muszę iść.
-Czekaj.. Odwiedzisz mnie jeszcze?-zapytałam.
-Czekaj.. Odwiedzisz mnie jeszcze?-zapytałam.
Dziewczyna uśmiechnęła się i rozpłynęła.
- Cand. Wstawaj! Spóźnimy się.-szturchnęła mnie
El w ramie.
-Już wstaję.-mruknęłam.
-Wstawaj!-krzyknęła zirytowana.
-Dobra.-powiedziałam i wstałam.
Ubrałam koszulkę na ramiączkach z motywem
-Już wstaję.-mruknęłam.
-Wstawaj!-krzyknęła zirytowana.
-Dobra.-powiedziałam i wstałam.
Ubrałam koszulkę na ramiączkach z motywem
Madonny i zwykłe rurki. Po tych czynnościach
razem z Eleanor udałyśmy się do jadalni.
Usiadłam obok Louisa El. Od samego początku
go polubiłam
Jak na swój wiek jest strasznie dziecinny. Gdy
Jak na swój wiek jest strasznie dziecinny. Gdy
zaczeliśmy jeść do pomieszczenia wszedł nikt inny
jak szanowny pan Styles na kacu. Śmiesznie
wygląda w takim stanie. Usiadł obok jakiejś
dziewczyny i pocałował ją w usta. Jak to?
Przecież.. wczoraj mnie ca..
Jaki idiota!
-Candi czego nie jesz?-zapytała El zajadając
Jaki idiota!
-Candi czego nie jesz?-zapytała El zajadając
się bagietką.
-Umm.. Nie jestem głodna. Ja już pójdę.
-Umm.. Nie jestem głodna. Ja już pójdę.
Pa.-pomachałam wszystkim i wyszłam z domu
po drodze spotykając Wiktora. Jak zwykle ten
okropny wyraz twarzy. Czasami myślę jak on
mógł zostać opiekunem studentów jak on nie ma
tego no.. hmm... tej osobliwości.
Wyszłam poza teren domu i szłam dróżką
przez park. Mam jeszcze czas. Na jednej
ławce zobaczyłam starszą kobietę ubraną w
piżamę. Bez zastanowienia udałam się w jej
kierunku.
-Dzień dobry.-usiadłam koło kobiety wpatrującej
-Dzień dobry.-usiadłam koło kobiety wpatrującej
się w jeden wyznaczony punkt. Była
taka sama jak z moich snów.
-Jak pani się nazywa?-zapytałam znów.
-Candico. Candico.-mówiła gdy złapała mnie za
-Jak pani się nazywa?-zapytałam znów.
-Candico. Candico.-mówiła gdy złapała mnie za
ramiona.
-Skąd mnie pani zna? Jak pani ma
-Skąd mnie pani zna? Jak pani ma
na imię.-zapytałam patrząc uważnie na Jej twarz.
-Nie jestem Ana jestem Sarah. Pomożesz mi.
-Nie jestem Ana jestem Sarah. Pomożesz mi.
Pomożesz Nam.-mówiła uśmiechając się.
-Ana! Idziemy!-usłyszałam czyjś głos. Podeszła
-Ana! Idziemy!-usłyszałam czyjś głos. Podeszła
do nas kobieta wieku około 40 i uśmiechnęła
się łagodnie.
-Tu jesteś. Chodź idziemy. Przepraszam za
-Tu jesteś. Chodź idziemy. Przepraszam za
kłopot.-uśmiechnęła się zakłopotana i o
deszła z Sarah.
-Jej.-mruknęłam sama do siebie gdy
-Jej.-mruknęłam sama do siebie gdy
zobaczyłam Harry'ego i tą dziewczynę.
Szli sobie po parku.
Nie mogłam na to patrzeć. Od razu udałam
Nie mogłam na to patrzeć. Od razu udałam
się do szkoły. Weszłam na korytarz próbując
odnaleźć jakąś znaną twarz przez co na kogoś
wpadłam.